Częściej leczymy się prywatnie, ale nie z własnej woli…

Jak wynika z najnowszych statystyk: coraz częściej decydujemy się na leczenie prywatne. Co stoi za taką decyzją? Przekonanie, że w czasie prywatnej wizyty, lekarz potraktuje nas lepiej? Niekoniecznie…

 

Statystki nie kłamią

O tym, że stan polskiej służby zdrowia sam wymaga „leczenia”, wiadomo nie od dziś. Obserwując stanowisko, jakie w tej kwestii zajmuje rząd, nie trudno o kolejny smutny wniosek, że nowatorskie rozwiązania bardziej szkodzą niż pomagają. Jakby tego było mało, okazuje się, że Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc, jeśli chodzi o ocenę jakości świadczonych na rzecz pacjenta usług medycznych.

waiting-room-277314_640_TryJimmy

Wizja przychodni prywatnych, to już nie luksusu, ale coraz częściej przymus. (TryJimmy_pixabay.com)

Wyprzedzają nas nawet takie kraje jak Albania i Bułgaria, a za nami znajdują się tylko Łotwa, Serbia, Czarnogóra, Rumunia, Bośnia i Hercegowina. Pacjenci najczęściej narzekają na długie terminy oczekiwania na wizytę u specjalisty. Aby dostać się do państwowego ortopedy, czeka się prawie rok. Na wizytę do okulisty czy laryngologa – ponad pół roku. Kardiolog lub endokrynolog przyjmie nas w ciągu pięciu miesięcy. Nisko oceniane jest również samo podejście lekarza oraz czas, jaki poświęca pacjentowi.

Dalej jest tylko gorzej

Aby móc leczyć się u specjalisty, stosujemy zazwyczaj dwa rozwiązania. Pierwsze to … zgłoszenie się na izbę przyjęć, domagając się w ten sposób natychmiastowej interwencji specjalistycznej. Drugie – stosowane o wiele częściej to wykupienie prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. Tylko w zeszłym roku zainteresowanie tym produktem wzrosło do kwoty 400 mln zł (!) i jest to suma o jedną piątą wyższa niż rok temu. Bardzo szybko rośnie też liczba osób zainteresowanych takim rozwiązaniem. W zaledwie rok z 850 tys. zainteresowanych zrobiło się 1,2mln osób (!). Nie usprawiedliwia tego nawet fakt, że zdecydowaną większość stanowią ubezpieczenia zdrowotne, wykupowane dla pracowników przez firmy. Rośnie jednak liczba osób, które wykupują takie ubezpieczenie na własną rękę. Pod koniec ubiegłego roku było to już 174 tys. osób – czyli aż pięć razy więcej niż w roku ubiegłym.
***
Wymienione statystyki nie wyglądają najciekawiej. Tym bardziej, że wciąż słyszymy zachętę do poddawania się szczegółowym badaniom specjalistycznym i podejmowania działań profilaktycznych. Jeśli mimo wszystko, chcemy zadbać o zdrowie swoje lub swoich najbliższych, a boimy się nadszarpnąć domowego budżetu, zawsze do naszej dyspozycji jest jeszcze wirtualna portmonetka”, której zaletą jest to, że … nigdy nie brakuje w niej środków, a o ich wypłatę może ubiegać się każdy z nas.

** Zdjęcie główne: DanielCubas_pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *